Tuesday, July 6, 2010

Przeprowadzka/ Moving out

Nadszedł dzień przeprowadzki. Po tylu trudach związanych ze znalezieniem nowego lokum, z niecierpliwością czekaliśmy na weekend. W czwartek wieczorem zaczęliśmy się pakować. Zdziwiłam się, że w ciągu tych kilku miesięcy zdołaliśmy nagromadzić rzeczy. 3 pełne walizki ubrań, do tego niezliczone pakunki i siatki z całym dobytkiem. Jak będziemy wyjeżdżać z Rumunii będzie łatwiej, zabierać będziemy bowiem tylko ciuchy, odkurzacz czy deskę do prasowania już zostawimy. Na szczęście Nuno miał samochód z pracy, bo inaczej nie wiem jak dalibyśmy radę. I tak zrobiliśmy 3 lub 4 kursy samochodem. Potem rozpakowywanie, dzielenie się miejscem w szafie (na szczęście Nuno ma mało ciuchów), robienie listy rzeczy do kupienia w Ikei.

W sobotę Portugalczycy, z którymi Nuno miał praktyki wyjechali z Bukaresztu. Sergio miał samolot o 7 rano, a Carla i Bonny po południu, więc Nuno zaoferował się, że ich zawiezie. Podjechaliśmy wcześniej, bo chcieliśmy zobaczyć, czy z rzeczy, które zostawiają coś nam się przyda na nowe mieszkanie. Portugalczycy, co normalne, byli jeszcze w rozsypce (musieli się dopakować, trochę posprzątać), ale I tak znaleźli czas, żeby pójść na ostatnią kawę na Decebalu. Przez to się prawie spóźnili na samolot, bon a lotnisko dojechaliśmy dokładnie godzinę przed planowanym odlotem. Do tego mieli mega bagażu i kazali nam zaczekać, żeby ewentualnie coś nam zostawić , co oczywiście zrobili.(Carla przylatuje na kilka dni w przyszłym tygodniu, bo jest potrzebna na audycie). Oczywiście darmowych miejsc parkingowych zero, jak włączyliśmy awaryjna przy wyjeździe od razu się przyczepili, Nuno podjechał pod wejście odlotów, tam 3 samochody rumuńskie zaparkowane nielegalnie, więc on też do kolesia, że tylko 5 minut, poszedł sprawdzić czy jego nieszczęsnych rodaków przepuścili. Nie wracał z 10 minut, więc ten koleś z obsługi do mnie z jakimiś pretensjami, że mam zadzwonić i sprawdzić. I strasznie się denerwował, a ja rozumiałam trzy po trzy. Na szczęście wrócił Nuno i odjechaliśmy. I odetchnęliśmy z ulgą, bo możemy wreszcie trochę odpocząć od przygód z Portugalczykami (którzy nawet nas nie zaprosili na pożegnalne party, Sergio miał jakieś romantyczne spotkania we dwoje z moją koleżanka z pracy, więc nas kompletnie olał).
W niedzielę pojechaliśmy do Ikei, co było również przygodą. Musieliśmy kupić zasłony do sypialni. W Ikei wszystkie gotowe były na długość 3 metrów, a my potrzebujemy na 180. Znaleźliśmy ładne materiały oraz informację, że na Ikea świadczy usługi szycia. Pani obsługująca stanowisko z materiałami była chyba najbardziej niesympatyczną ekspedientką, jaką spotkaliśmy w Rumunii. Po angielsku oczywiście ani słowa, do tego przy naszych próbach wyjaśnienia po “rumuńsku” plus w wersji migowej, tego co chcieliśmy jej przekazać, nie wykazywała chęci zrozumienia. W końcu ucięliśmy materiał, a potem chyba udało nam się wyjaśnić, jak chcemy mieć uszyte zasłony (nie wymyślaliśmy nic, powiedzieliśmy, że chcemy takie same, jakie mieli powieszone na wystawie). Zobaczymy, w środę je odbieramy.

A poniżej zdjęcie obrazujące ogrom chaosu związanego z przeprowadzką (zrobione w starym mieszkaniu). Zgodnie z obietnicą zamieszczam też zdjęcia z nowego.




So finally the day of moving out came. After having so many problems with finding a new apartment, we were impatiently waiting for the weekend. We already started to pack on thursday evening. I was surprised that during those few months we have managed to accumulate so many things. We had three suitcases full of clothes, then countless packages and boxed with all our belongings. When we leave Romania it should be easier, since we will take only clothes, leaving vacuum cleaner or ironing board behind. Fortunately, Nuno had a car from work, because otherwise I can’t imagine how would we manage to move all the stuff. Still we had to go like 4 times with Skoda Fabia all packed up. Then unpacking took us some time, then planning what to buy in Ikea.

On Saturday, Nuno’s Portuguese collegues from the internship were leaving Romania after six monts. Sergio had his flight at 7 am, and Carla and Bonny in the afternoon, so Nuno offered sto give them a ride. We stopped at their place bit earlier than scheduked, because we wanted to see if any of the things they were leaving would be useful at our new flat. The Portuguese, as usual, were still in the middle of packing& cleaning, but still had time to go for their last coffee on Decebal. In consequence they almost missed their plane, cause we arrived at the airport exactly one hour before the departure. For this they had extra luggage and didn’t want to pay the extra kilos (so typical of them) they told us to wait till they finished the check-in, cause they knew they would leave sth to us, what they of course did. (Carla comes for few days to Bucharest next week, for the audit). Of course, there weren’t any free parking spaces, and when we pulled over next to the exit from the aiport and turned on the emergency lights right, aiport services come strigh away and told us to move from there. So Nuno parked at the departure entrance, where already three Romanian cars were parked illegally and he told another service guy that it was only for five minutes, as he checked whether his unfortunate countrymen had checked-in without problems. He spent there 10 minutes, so this guy from the service were already getting angry and telling me to call and park somewhere else. I wasn’t able to communicate, didn’t have mobile anyway, and no driving license, so couldn’t help him. Fortunately, when he was shouting Nuno came back and we drove. And we could breathe with relief, and have some rest from the adventures with Portuguese.

On Sunday we went to Ikea, which was also an adventure. We had to buy curtains for the bedroom. At Ikea, all curtains ready made were long for 3 meters, and we need to buy ones which had 1,8m. We found a nice material and we found that in Ikea they offered also sewing services. The lady that was working in the curtains&fabric department was probably the most unpleasant saleswoman, which we met in Romania. She didn’t speak a word of English, of course, and to our attempts to explain in "Romanian" or body language what we wanted, she shown no willingness to try to understand. Finally we cut from bolt of fabric the lenght we needed and then we explained how we wanted to have our curtains sewn (we didn’t invent anything too complicated, just said we wanted them the same way they had on the display. We are picking them on Wednesday so we’ll see if they understood us.

And below the picture showing the chaos of moving out (made in the old apartment). And I uploaded photos from the new one as I promised.

4 comments:

  1. dobrze , ze przeprowadzka juz za wami.

    ReplyDelete
  2. Błyszczy i lśni czystością ta wasza nowa "norka", niemal czuc świeży i przyjemny zapach nowego.Kuchnia szczególnie urocza, z tą podłogą jak lustro.Pozdrawiam.Bożena

    ReplyDelete
  3. wow! czaderskie! no i przeprowadziliśmy się w tym samym czasie :)

    ReplyDelete
  4. No wiem. mieszkanko fajne :) mam nadzieje ze wasze tez (chce zdjecia :P) i mam nadzieje ze wy tylu przejsc nie mieliscie..

    ReplyDelete