Nie powiem, było mi to nawet na rękę, bo nie musiałam, że coś robię. Cały czas bowiem nie mam żadnych obowiązków, bo ze względu na koniec roku fiskalnego w Stanach (a my według niego pracujemy) nikt w Polsce nie ma czasu, żeby mnie oficjalnie poznać i przekazać mi część obowiązków.
Wieczorem wybraliśmy się na kolację w międzynarodowym towarzystwie. Poznaliśmy Słowacką koleżankę Ilony, która pracuje w agencji rekrutacji (więc może wykorzystamy tę znajom
Nie wiem, co się z nami ostatnio dzieje, ale znowu po dwóch piwach czuliśmy się lekko wstawieni. Znak, że czasy studenckie się skończyły.
P.S. Mały komentarz do wcześniejszego postu . Niektórzy myśleli, że przesadzamy, opowiadając o naszym niefortunnym spotkaniu z kinem w Bukareszcie. Tych niedowiarków odsyłam pod ten adres (niestety, wersja tylko dla znających angielski), autor miał zadziwiająco podobne spostrzeżenia do naszych.
Yesterday it was Anda’s name day. For Polish people, to celebrate a name day is perfectly normal, as is in many countries, but some people, including Nuno, are surprised by it, as in
We respected the tradition and got a gift, and Anda had to buy some cookies. As she went with me on Monday, I returned the favour and went with her to the same nice confectionary. It seemed that name Elena and Constantin are very popular names, cause we had to queue for over an hour. Well, I didn’t mind, cause I still haven’t started working for real, cause since it is the end of the fiscal year in the U.S. (and we are working according to it), nobody in Poland has the time to get to know me officially and delegate some of the responsibilities to me.
In the evening we went for dinner in an international company. We met Ilona’s fri
I don’t know what is happening with us, but once again, after only two beers we felt bit tipsy. Well, that only can mean one thing: student’s time are officially over.
P.S. A small comment to an earlier post. Some people thought that we exaggerated a bit when describing our unfortunate incident at the cinema in Bucharest. Those who didn’t want to believe our words, I invite to read one post I found. The author had observations remarkably similar to ours.
W Italii podobnie jak w Portugalii obchodzi się compleanno, czyli urodziny, ale Włosi są chyba mistrzami w zanajdowaniu powodów do zabawy i świętowania, bo tz. festa jest tu niezliczona ilośc, i ja to popieram, dobrze jest znajdowac powody do radowania się i wspólnego świętowania. A co do obowiązków zawodowych,, które jeszcze nie zostały jasno ustalone, to nie zamartwiaj się, jesteś młoda masz czas! he, he,he!Pozdrawiam z Italii!
ReplyDeleteTo chyba latynosi mają we krwi zabawę, fiestę, którą organizują z każdego nadajcego się do tego pwoodu- czy to urodziny, czy święto patrona miasta, kraju, dzielnicy... ja też to bardzo lubiłam, jak mieszkałam w Hiszpanii, jak w Barcelonie było święto patronki to fiesta trwała tydzień bez przerwy: koncerty, pokazy i różne atrakcje. W Polsce tego mi brakuje właśnie.
ReplyDeleteA co to zaczęcia pracy, to mam zacząć już od początku czerwca, więc ostatnie dni „wolności”. Pozdrawiam serdecznie z Bukaresztu.