Wracając do pichcenia. Tym razem było tylko babskie gotowanie, Nuno w tym czasie siedział na necie I gadał z rodzicami… Spontanicznie zrobione danie: nadzienie z kurczaka, bakłażana, papryki, ciecierzycy I sosu pomidorowego, włożone do libańskich naleśników. I zapieczone z mozarellą, niestety rumuńską mieli tylko, która według Ilony zalatywała koniem. Tym razem to my, a nie chłopaki (patrz post o pikniku) przygotowałyśmy coś, czego zjedzenie było niemałym wyzwaniem. Ale I tak było pyszne :) A na deser tarta wieloowocowa, bo niestety truskawek ani a Carrefurze, ani po drodze nie sprzedawali (tak więc na dniach trzeba będzie zdobyć i coś z nimi zrobić, bo smaka cały czas mamy po tych zdjęciach na blogach kulinarnych).
Po obfitym posiłku pojechaliśmy do mieszkania wziąć prysznic i się przebrać, bo na 19 byliśmy umówieni z ludźmi z mojego teamu do egipskiej knajpki na drinka i sziszę. Potem doszła Mada z chłopakiem (znajoma Ilony z pracy Ivy, ze swoim chłopcem),ale moje towarzystwo się wykruszło, więc do następnego baru poszliśmy już tylko w piątkę. Najpierw do jakiegoś baru, który pusty był (bo teraz wszyscy na weekend nad morze jeżdżą), a do tego półgodziny po wejściu nagle się przypomniało bramkarzom, że muszą nas skasować za wjzad. Więc wyszliśmy. Potem taksówkarz nam powiedział, że klub, do którego chcieliśmy iść jest zamknięty i nas wziął do innego. Downtown, wyglądał (i chyba w rzeczywistości był) striptiz-barem, gdzie panny w przebraniu pielęgniarek wywijały pupą. Wyglądało, jakby robiły to za karę, a nie za pieniądze, bo ruszały się totalnie nie seksownie i z taką apatią, że prawie nie podniecały nikogo. Do tego jedna z tych panienek miała wyraźną nadwagę i wyglądała nieestetycznie w tym miejscu. Po wypiciu więc mega drogiego piwka wyszliśmy. Ilona z Madą i Oktawem zaliczyli jeszcze potem clubbing, ale my, nudna para, wróciliśmy do domu.
Basically, the weekend was dominated by eating and drinking. It started on Friday with planning what to bake with Ilona, at Ilona’s place (cause our oven just can’t take that much, when you finally manage to turn it on, every time you open the door, the goes out, and there is no
We bought so much food that on Sunday, after voting for the new Polish president, we were to eat at Ilona’s place again to helpo her to empty the fridge. And afterwards, we couldn’t even move. On the way to Ilona’s place we entered a small, cheap shop selling household articles, and to our surprise they had an ice crusher (well, it was manual one, but still, I had been looking for one for weeks), and it cost only 23 lei. Such a small thing, and and made me so happy:) And thinking about all those nice drinks I can make with Licor Beiraoall the mojitos and caipirinhas, well that is priceless...
Returning to cooking and baking project (that seems like something more regular thing). This time it was only us, girls, cooking, Nuno was talking to his parents on skype ... We spontaneously made some innovative dish: in the Libanese sort of pancakes, we put the mix of chicken, eggplant, peppers, chickpeas and tomato sauce. We baked it with mozzarella cheese, unfortunately they only had the romanian once, which according to Ilona smelt like horse. This time it is use, not the guys (see the post about the picnic food), that we prepared something very challenging to eat. It was falling apart when we tried to put it on the plate, but still it was so delicious:) And for dessert we made multi-fruit tart instead of strawberry one, cause unfortunatelly neither in Carrefour not on the way to Ilona’s place, did they sell strawberries. So in near future we still have to make some tart with strawberries, cause we have in mind all those pictures from the cooking the blogs.
After the hearty meal, we went back to the apartment to take a shower and change, cause at 19 we were meeting people from my team at the Egyptian bar for drinks and nargila. Afterwards Mada and her boyfriend joined us (Mada is Ilona’s friend from Iva’s work), but since my team vanished quite early, it was just 5 of us that went to another bar. First, we went to a bar that was empty (because now everyone in the weekend run to the sea), but had nice music. So we stayed
e tam nudna para, pewnie jednak tance pielegniarek zadzialaly na wyobraznie i dlatego uciekliscie do domu hihi
ReplyDeletePodsunęłaś mi Agnieszko pomysł z zakupem ręcznej kruszaki do lodu, już się martwię czy takie w Italii dostanę? Ostatnio, przy okazji robienia truskawkowej granita, Sławek zastępował taki ręczny robot tłukąc kosti lodu drewnianym tłuczkiem.Efekt był taki, że połowa lodu porozpryskiwała się po całej kuchni!Ale pekałam ze śmiechu obserwując Sławka w akcji!Niestety truskawkowej granita było dużo mniej, ale zato smakowała wybornie!
ReplyDelete