Thursday, September 9, 2010

Podróż pociągiem/ Going by train

Jadę sobie właśnie pociągiem, na trasie Bydgoszcz- Warszawa i nadrabiam wpisy na blogu, stąd tyle zaległych postów. Nie miałam nowej książki w domu, nie zabrałam PSP Nuno, nie mam dostępu do sieci bezprzewodowej, nikogo w przedziale, więc żeby zabić czas jedyne, co mogę robić to pisać. Jest to też zajęcie, dzięki któremu choć na chwilę zapominam, jak bardzo nie chcę wracać do Bukaresztu. Zresztą nie wiadomo, kiedy będę miała znowu trochę wolnego czasu- w końcu chcemy paintballa zorganizować, nowy sezon z serialami się zaczyna, więc sami rozumienie- blog nie jest priorytetem. W pracy już też niezbyt wiele czasu, bo pracy w końcu sporo, od 1 września zaczęłam już pracować bez pomocy moich poprzedniczek z Warszawy. Ale nie żebym się przepracowywała, może czasami, ale dostosowałam się do rumuńskiego stylu pracy mojej managerki , czyli dużo przerw i ogólnie lekkie podejście do obowiązków. Robię swoje, ale dokładnie o 5.59 wyłączam wszystko, aby móc wyjść o 6 do domu. (Właśnie jakaś dziewczyna się dosiadła w Toruniu, ale ja nie jestem z tych, coby rozmowę z nieznajomymi inicjować).

W Warszawie czeka mnie samotne czekanie na samolot, przyjeżdżam o 16.30, z Natalią się umówiłam na kawę na 18, potem autobusem przez rozkopaną stolicę na rozkopane lotnisko (akurat wszystko remontują), gdzie muszę jeszcze o duty free zahaczyć. I mam nadzieję, że po drodze nie rozwali mi się sernik, który mama specjalnie piekła dla Nuno. A potem mam nadzieję, że taksówkarz znowu nas nie okantuje, jak ostatnio, gdy odbierałam Nuno z Otopeni. Było zimno, nie chciało nam się czekać na kolejną taksówkę, więc wytargowaliśmy się z jednym taksówkarzem, że nas za 35 lei weźmie do domu. Początkowo chciał 40, ale normalnie płacę 30, więc się nie zgodziliśmy. Oczywiście, jak nas dowiózł pod blok to zapomniał o wyniku wcześniejszeho targowania i chciał 40. Daliśmy 38, bo Nuno się bał, że mu odjedzie z walizką w bagażniku.

Małe sprostowanie: coś mnie w pociągu tknęło, coby napisać do Kasi D., mojej byłej współlokatorki z Saskiej i erasmusowej, okazało się, że kończy wcześniej pracę, więc się umówiłam na późny lunch, przed spotkaniem z Natalią. Czyli kilkugodzinny pobyt w Warszawie obfitował w spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi. Następnym razem, czyli 17 grudnia, postaram się jednak spotkać z tymi wszystkimi, z którymi ze względu na dość krótki i intensywny pobyt pominęłam.

When I am writing this post I am on a train from Bydgoszcz to Warsaw, being bit bored so that is why I’ve posted so many new posts that were to be written some time ago. Since I didn’t have any new book at home, hadn’t borrowed Nuno’s PSP, no free wireless, nobody in the compartment, so the only way to kill the time, is to write. It is also something that helps me to forget, even if only for a moment, how much I don’t want to go back to Bucharest.

Anyway, I don’t know when I will have some spare time to write- after all we want to go for a paintball, new season starts and it means my series are back, so you got the point, writing a blog won’t be my priority. At work unfortunately my free time is very limited, since I started working on my won, without help from my previous colleagues from Warsaw, from the 1st of September. It doesn’t mean that suddenly I’m overworked I adjusted to a Romanian style of working which is perfectly represented by my Team Leader, which in short means making a lot of pauses and having light attitude and no stress towards my duties. I am doing what I am supposed to do, but at 5.59 sharp I am closing all the programs & applications, so that at 6 pm I can turn off my computer. (Oh, some girls just entered my compartment in Torun, but I am not the type to initiate a conversation with a complete stranger.)

In Warsaw I have to wait for my plane, all alone. I arrive at 16.30 and only at 18 I’m meeting Natalia for a short coffee and catching up, then have to catch the bus to go to the airport which is being renovated, so chaos on the way is expected. I also have to stop at duty free . And hopefully sernik (cheescake), which my mum baked for Nuno, won’t fall apart in my bag. And later, I hope that a taxi driver won’t try to screw us, like it happened last time when I picked Nuno up from Otopeni. It was so cold, that we didn’t want to wait for another taxi and bargained with a guy that he would take us for 35 lei. Initially he wanted to charge us 40 lei, but since normally I pay 30 I didn’t agree. Of course, when we arrived home he pretended to totally forget about our agreement and wanted his 40 lei. We gave him 38 cause Nuno was afraid that he would leave in his luggage in the trunk.

Small update: something made me think of Kasia D., my ex-flatmate from Saska and Erasmus time, so I texted her and luckily as she finished her work earlier we met for late lunch, before meeting with Natalia. In other words, few hours stay in Warsaw was about meeting friends I haven’t seen for ages. Next time, that is on 17th December, I will do my best to meet with all those that I missed this time due to very short and intense trip.

3 comments:

  1. Agnieszko, jak tobie się udaje przewozisc samolotem dalikatny sernik upieczony w domu przez mamę? Jak to się robi? Jaki jest na to sposób?
    To dobrze, że zdążyłaś jeszcze na babskie pogaduchy z Natalią i Kasią przed wylotem do Bukaresztu i powrote do męskiego towarzystwa z Nuno. Ostatnio z twoich postów Agnieszko przebija nuta nostalgi za Polską.Chyba przyszedł na Ciebie kryzysowy czas, kiedy zaczyna się tęsknic za ojczystymi klimatami, ale to mija, żeby znowu za jakis czas wrócic. Takie uczuciowe przypływy i odpływy miłości do kraju skąd pochodzimy. Pozdrawiam. Bożena

    ReplyDelete
  2. Nie wiem, czy nostalgia, cyz po prostu znużenie rumuńską rzeczywistością.
    A sernik przewożę w opakowaniu po butach, albo jakimś pojemniczku. Pokrojony na pół, albo na ćwiartki, bo cały to na pewno by się rozpadł :) pozdrawiam również

    ReplyDelete
  3. you forgot to say that i picked u with a car :D

    ReplyDelete