Nowa praca, nowa korporacja, nowi ludzie, nowe doświadczenia. Dwa miesiące w Rumunii, poszukiwanie pracy, wysyłanie CV, rozmowy i czekanie, czekanie, czekanie. W końcu nadszedł ten dzień i rozpoczynam kolejny etap w moim życiu. Etap, który nie do końca był planowany, bo jeszcze kilka miesięcy temu nie przypuszczałabym, że któregoś dnia będę mieszkać i pracować w Bukareszcie. Jednak na razie nie żałuję. Oczywiście miałam momenty zwątpienia, na dodatek szukane pracy okazało się procesem bardziej długotrwałym niż myślałam. Jeszcze z Polski przeglądałam oferty i słałam CV, trochę zaskoczona, że znalazłam tyle ofert w Bukareszcie, na które mogłam zaaplikować.
Już przed przyjazdem miałam umówione dwie rozmowy, z PG i Oracle. I w tym momencie zaczęły się schody. Po dwóch rozmowach w Procterze zdecydowali, że chyba nie odpowiadam profilowi firmy, tylko trochę nieładnie zwlekali, żeby mnie o swojej decyzji poinformować. Ale było, minęło. Po pierwszej rozmowie w Oracle miałam miłe wrażenie o ludziach, z którymi teraz pracuję. Podejście zupełnie odmienne, życzliwsze. I nie piszę tego tylko dlatego, że teraz tu pracuję. Już w połowie lutego dostałam od nich propozycję pracy, ale zgodnie z polityką firmy musiałam czekać na akceptację ze Stanów. Był to proces niemiłosiernie długi. I oczywiście ja z moim pesymizmem czekałam, aż coś pójdzie niezgodnie z planem, że nagle się rozmyślą i będę musiała szukać od nowa. Dlatego w międzyczasie miałam jeszcze rozmowę z HP (powrót na „stare śmieci”) i z jakimś call –center portugalskim (mój poziom języka sprawdzał pewien Bułgar, który bardziej mówił po hiszpańsku, ale się pewnie czepiam za bardzo). Oczywiście na wszystkich rozmowach, oprócz standardowych pytań o doświadczenia, sytuacje w których musiałam się czymś wykazać, umiejętność radzenia sobie ze stresem czy deadlinami, itp., itd., pojawiało się, prędzej czy później, pytanie, jak to się stało, że się znalazłam w Rumunii… Pytanie to pojawia się teraz często, przy okazji poznawania nowych ludzi w pracy.
Mój team to tylko Rumunii i ja, która na dodatek po rumuńsku rozumie zaledwie kilka zdań. Po raz pierwszy będę pracować w języku polskim, który to w tej sytuacji jest językiem obcym. Trochę to dla mnie abstrakcyjne, ale jakaś odmiana. I oczywiście zanim się odnajdę, poznam co i jak, minie trochę czasu. Tym bardziej, że na razie nie mam żadnych obowiązków, żadnego szkolenia, ponieważ HR zapomniało poinformować, że szkolenie ze względu na mnie powinno być wyłącznie po angielsku. Nie znaczy to, że się nudzę cały czas: wczoraj przeczytałam podręcznik dla nowych pracowników działu, a dziś obserwowałam mojego kolegę, który jest odpowiedzialny za rynek rosyjski. No i poznaję ludzi, gorzej oczywiście z zapamiętaniem wszystkich imion. Jestem jednak pozytywnie zaskoczona atmosferą i ludźmi. Moja team leaderka jest przesympatyczna i ciągle się uśmiecha :) A dzięki przerwom na kawę aklimatyzacja przebiega bezboleśnie, jako że wszyscy starają się mówić po angielsku w moim towarzystwie. Co jest miłe.
Mniej miłe są sprawy formalne. Wizyty u lekarza a przykład. U nas standardowo idzie się do lekarza medycyny pracy i nic więcej. Tu mam aż trzy wizyty: badanie profilu psychologicznego, prześwietlenie płuc (hmmm. dziwne, prawda?) i medycyny pracy. Do tego oprócz standardowych dokumentów (kopia paszportu i dyplomu ukończenia studiów) musiałam dostarczyć do HR-ów kopię aktu urodzenia. Wysłałam dziś, ale zobaczymy czy zaakceptują, bo po pierwsze, jest po polsku, po drugie trochę przestarzała (Rzeczpospolita Ludowa). Do tego muszę się jeszcze zarejestrować w oddziale Urzędu ds. Imigrantów, ale na razie nie mogę, ponieważ nie mam jeszcze umowy o pracę. Znaczy się mam podpisaną, ale jeszcze nie jest zaparafowana przez Urząd Pracy. No i muszę jeszcze załatwić z właścicielką mieszkania, żeby mnie dopisała do kontraktu, bo muszę mieć zatwierdzenie zamieszkania. Mam nadzieję, że i to się uda bez problemów, ale zobaczymy jutro, ponieważ nie zna ona na tyle angielskiego i Nuno nie udało się wytłumaczyć, co potrzebujemy. Jutro zatem z pomocą rumuńskiego kolegi trzeba będzie to załatwić.
Tak więc, żeby „oblać” mój pierwszy dzień w pracy i zapomnieć o wszystkich formalnościach, które są jeszcze przede mną, wypiliśmy wino z naszych nowych kieliszków. W sumie nie tak nowych, ale jakoś wcześniej nie było okazji, żeby je użyć.
Trzymajcie kciuki, żebym jakoś przebrnęła przez te wszystkie formalności.
New job, in a new corporation, means meeting new people, having new experiences and challenges.
Two months was how long I was looking for a job, sending countless CV’s, having few interviews and was waiting, waiting, waiting. Finally, the day has come and I have started the new phase in my life. Stage, which I didn’t plan. Few months ago I couldn’t even predict that I would live and work in Bucharest one day. And even though I had come moments of doubt, I haven’t regretted coming here. Well, looking for a job was a long and tiring process, and it took me more time to find a job than I had expected, but I have managed!
I started looking for job offers and sent many CV’s when I was still working in Poland. And I was surprised of how many vacancies I found that I could apply for. Even before coming to Bucharest, I already had two interviews scheduled, one with PG and the other with Oracle. So I come full of hope and thinking that shortly I would have a contract signed. Well, it didn’t happen that way. After two interviews at Procter&Gamble, my application was turned downed, but still it took them quite a long time to inform me about their decision, even though I had been invited to the third interview. Probably I just don’t fit their profile. Anyway, as I had a nice general impression after the first conversation in Oracle, where I was treated in a completely different way, with different approach. And I am not writing this only because I work for them now. I was presented with the job offer in mid-February but started working only after 1,5 month, cause I had to wait for some corporate approval from the States. It was a terribly long and frustrating process. Especially if you add my pessimism and seeing everything in black. I was almost expecting that something would go wrong, that there would be some change in the plan, that they would change their mind and decide that I wasn’t the best candidate. That is why, while waiting, I was still sending CV’s and looking for some plan B, I had an interview with HP and a call-centre with Portuguese (that only can mean I was really desperate to even consider working as a call-centre operator).
Of course at all the interviews, without any exception, in addition to being asked the standard questions about my previous work experience, about situations in which I had to demonstrate ability to cope with stress or deadlines, etc., sooner or later I was asked how it happened that I was looking for a job in Romania.
My team at Oracle consist of Romanian only and me (and I can barely understand few basic sentences in their language, which can be frustrating at times). The other thing strange for me as the work is concerned is the fact that for the first time I work with Polish language, which in this case is a foreign language. It is still a little abstract for me, cause till now knowing other languages was my main advantage. At least I shouldn’t have any communicational problems, but I am still not able to figure out which all my duties are. But it is normal for any corporation, and since at the moment I have no responsibilities whatsoever and no one is really explaining me anything, I have every right to feel a bit lost. Besides, I was supposed to have a training starting on the 1st day of the work, but won’t have one for another two weeks, cause somebody from HR forgot to inform people responsible for the training for new hires that the training should be held entirely in English. So, so far I have only read the manual for the new hires in the cash&collections department and I observed my colleague, who is responsible for the Russian market. And of course I have met many new people (of course, with my goldfish memory, I only remember names of few of them) and I am positively surprised by the atmosphere and the way all of them are treating me. My team leader is really nice and she smiles constantly. And the entire team is really making my first days painless and pleasant. So far, I have found it quite easy to acclimatize myself there, especially because everyone is really making an effort to talk in English around me and include me in the conversations during coffee breaks.
On the other hand, all the formalities are less pleasant. For example, the obligatory medical examination before being cleared to work. In Poland, we have to go to the occupational medicine doctor only. In Romania, I have 3 obligatory visits: psychological examination, pulmonary radiography and occupational health. I had never had pulmonary radiography in my life. Other surprising thing: in addition to the standard documents I had to deliver to the HR (copy of passport and diploma), I was asked to send them a copy of birth certificate. I have sent today, and wish they accepted it cause not only is it in Polish but also a bit out of date (stating that I was born in the Polish People's Republic).
What is more I must register with the Romanian Immigration Office , which I can’t do at the moment cause I haven’t got my labour contract back (I signed it but it still hasn’t been registered at the local Labour Office). Then I am supposed to present them the lease agreement (for the location I currently reside). The contract is not on my name, which is the problem, so I should have it changed to include me as well.
To forget about all those formal things that are still to be done and to celebrate my first day at work, we drank wine from our brand new wine glasses that we hadn’t time or occasion to use before.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
woohoo, congrats congrats :)
ReplyDeletedobrze Ci, że już tam na miejscu jesteś, żaden islandzki wulkan nie sabotażuje waszego związku zamknięciem ruchu powietrznego nad Polską :P