Dwa tygodnie w Polsce minęły szybko, jak zawsze zresztą. Spotkania ze znajomymi, trochę na zapas, bo nie wiadomo, kiedy znowu się zobaczymy, jakieś wizyty lekarskie, bo zawsze łatwiej się dogadać po polsku, nowy look, czyli fryzura, no i shopping. No i Wielkanoc. Niestety w tym roku pogoda nie dopisała, ale wielkanocne przysmaki, jak najbardziej (ach ten sernik, jeden aż dotarł do Rumunii- mama na specjalne zamówienie piekła też dla Nuno. Przy okazji, jeszcze raz podziękowania dla mamy przekazuję, a sernik już na wykończeniu- a zaznaczam, że ja zjadłam tylko jeden kawałek). No i tradycyjnie lany poniedziałek. Lał się głównie alkohol, tradycyjnie zresztą :) Podczas spotkania z dziadkami musiałam też się pilnować, żeby nie pomylić historii oficjalnej i nieoficjalnej mojego pobytu w Rumunii. Wersja dla dziadków różni się powiem od tej dla całej reszty. A) Dziadkowie myślą, że zostałam oddelegowana z HP do pracy w Rumunii, B) dziadkowie nie wiedzą, że mieszkam z Nuno- nie doszła do nich zmiana miejsca pracy z Pragi na Bukareszt. W kilku momentach mojej opowieści brakowało spójności, ale przeszło to niezauważone. Na szczęście przed świętami dostałam potwierdzenie z Oracle, że nie będzie niespodzianek i moje prawie dwumiesięczne bezrobocie dobiega oficjalnie końca z dniem 12 kwietnia.
Tym razem jechałam do Bukaresztu z mniejszym uczuciem niepokoju, niż poprzednim razem. Nicnierobienie jest fajne, ale do czasu, bo ile odcinków ciągle nowego serialu można obejrzeć pod rząd? Ile nowych filmów wychodzi tygodniowo? Ile można spędzić czasu bezczynnie na Facebooku? Poza tym widok „uciekających” pieniędzy z konta i finansowa zależność od kogoś nie są dla mnie czymś normalnym. Pewnie po kilku tygodniach pracy, w korporacji na dodatek, będę tęsknić troszkę za tym stanem, w którym czas wolny liczony jest w wielu godzinach…
Two weeks in Poland passed quickly, as always -meeting friends (although not all I wanted), going to see doctors (because it is so much easier for me to communicate and understand the medical language in my language), a new look (new haircut), and some shopping. And Easter, of course. Unfortunately, this year the weather was a big disappointment. At least the Easter food was compensation, and quite a big one. Bigos, żurek, and all my mum’s other specialities. And the cheesecake, one I brought to Romania on Nuno’s special request. As he said, mum’s cheesecake is way better than any he had eaten before. (Once again, mum: thank you, the cheesecake is almost over, and I have had only one slice :) And of course, being at home for some holiday break is always a good reason to do some small celebration. The Easter Monday, tradition was celebrated once again (those involved know what I am talking about)
Generally speaking I totally relaxed at home. Well, maybe during some moments I had to pay a lot of attention and put some effort not to mix the official and unofficial history about my stay in Romania when I was talking with my grandparents. As the version for my grandparents differs from the one that is known to all the others, and which in fact is the reality I live. A) My grandparents think I still work for HP, just was sent to work for some time in its branch office located in Bucharest. B) My grandparents still don’t know that I live with Nuno. They never were informed about the change of destination of his internship from Prague to Bucharest. According to Magda, my story lacked consistency in a few moments, but it passed unnoticed. Fortunately, before Easter I got confirmation from Oracle that there wouldn’t be any surprises and that after being unemployed for almost two months I would start working again.
This time I came to Bucharest less anxious than the last time. Not doing nothing is cool, but not for too long, cause at some point you just reach the point when you are simply bored. Because how many episodes a new series you can watch in a row? How many new movies comes out a week? How much time can you spend checking profile updates of all your friends on Facebook? In addition to this, seeing my money disappearing from my account and to depend financially on somebody, is just too frustrating for me. Probably after just few weeks working in a corporation, I may miss a little bit this time when I had plenty of free time and no responsibilities...
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment