Pierwszy kontakt z Bukaresztem to prawdziwy szok. Nie jest to miasto, w którym człowiek zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Bukareszt w skrócie to psy, śmieci, szarość blokowisk, kable, dziury, taksówki. I kontrasty- luksusowy hotel lub ekskluzywny butik obok rozpadającego się budynku, luksusowe samochody jadące po dziurawych drogach, odrestaurowany front budynku i rozsypujące się podwórze. Przykłady można mnożyć.
Stolica Rumunii, Bukareszt, była niegdyś określana mianem „Paryża Wschodu” (proszę zwrócić uwagę na czas przeszły czyli zamknięty i odległy). Niestety lata rządów Nicolae Ceauşescu, zwanego „Geniuszem Karpat” (z tym geniuszem można śmiało i bez oporów polemizować) doprowadziły do jej upadku. Symbolem tego podobieństwa, jednym z niewielu który przetrwał do dziś, jest Łuk Triumfalny . Kamienice wzorowane an XIX wiecznej architekturze francuskiej są albo zaniedbane albo ich już nie ma.
Bukareszt to kolosalne budynki w nowym centrum czyli pozostałość po dyktaturze i rozmachu Nicolae ( np. niedokończony budynek biblioteki narodowej czeka na zakończenie budowy od ponad 20 lat, ale wielki jest, a to się wtedy liczyło). Zresztą Nicolae to najgorsze co mogło spotkać to miasto. Za jego rządów, znaczna część historycznego centrum miasta została zrównana z ziemią (zniszczył między innymi 22 cerkwi) i zastąpiona przez socrealistyczne budynki oraz wysokie bloki mieszkalne. Architektura miasta miała odzwierciedlać jego władzę.
Ocalałe zabytki w centrum Bukaresztu są trudno do odnalezienia, gdyż otaczają je współczesne blokowiska. Co ma w sobie pewną zaletę- jak już znajdziesz jakąś perełkę w morzu brzydo
Pierwsze tygodnie w Bukareszcie w moim przypadku były pełne przygnębienia i poczucia obcości. Język kompletnie niezrozumiały, pogoda nie zachęcała do bliższego poznania miasta. Miałam pecha i akurat tegoroczna zima obfitowała w opady śniegu (podobno od 15 lat tyle nie padało), a w Rumunii jakoś nikt nie się nie przejmuje odgarnianiem śniegu. A śnieg zalęgający na chodnikach, którego nikt nie uprząta, sprawia że jakikolwiek spacer jest wyzwaniem- zapadasz się, buty przemakają, nogawki spodni się moczą. Trzeba się nieźle nagimnastykować, coby te połacie śniegu ominąć, nie wspominając o wyzwaniu jakim jest przejście na drugą stronę ulicy.
Na szczęście śnieg należy już do przeszłości i dzięki temu nabieram większej ochoty na wychodzenie „w miasto”, bo chcę wierzyć, że Bukareszt ma wiele zakątków wartych odkrycia…
The initial contact with the city of Bucharest was a real shock for me. This is not a city in which you could fall in love at first sight. If I was to describe Bucharest in few words, I would say: dogs, litter, gray socialist buildings, wires, holes in roads, taxis. And contrasts-a luxury hotel or a luxury boutique next to the building that is literally falling apart, luxury cars driving on the roads with more holes than Polish ones, renewed front of the building while the yard has fallen into ruin. And I could multiply the examples till you get bored :)
Romania's capital, Bucharest, was once described as the "Paris of the East" (note the past tense which is used to describe past and remote situations). Unfortunately, years of the reign of Nicolae Ceauşescu years, called the "genius of the Carpathians" ( I would argue with using the term genius) led to its downfall. The symbol of the similarity between
What is also so characteristic about Bucharest are colossal buildings in a new centre, or in other words, bits and pieces of the dictatorship of Nicolae (for example: unfinished national library ihas been waiting to the end of the construction for more than 20 years, but it is huge, and it is what counted then.)In my personal opinion, Nicolae is the worst enemy of the city. During his reign, much of the historical centre of the city was razed to the ground (among other things, 22 Orthodox churches were destroyed) and replaced by socialist buildings and apartment blocks. The city's architecture had to reflect his power.
The monuments that survived the Ceauşescu’s vision are hard to find, because they are surrounded by socialists block of flats. Which can be an advantage-when you find a gem in a sea of ugliness, you have a much greater satisfaction.
The first weeks in Bucharest, in my case were full of sadness and a sense of alienation. Language is completely incomprehensible, the weather was not encouraging to get to know the city. This year, as in whole Europe, the winter just didn’t want to go away and let the spring take over. Apparently, Bucharest was no exception- there were some records beaten- I was said that it hadn’t been snowing that much for the last ten years. What was making things worse, was the fact that apparently nobody in Romania cared about cleaning the snow. As a consequence any walk is a challenge-you can fall down anytime, your shoes are soaked, your trousers as well. You must be pretty flexible to jump over these piles of snow, not to mention what a challenge crossing the street is.
Fortunately, snow is a thing of the past and I have more and more interest in going out to explore the city cause I strongly believe that Bucharest has a lot of places worth discovering ...
hm, od Węgrów słyszałam, że to Budapeszt miał być Paryżem Wschodu, a wręcz, że to Paryż był Budapesztem zachodu czy jakoś tak ;)
ReplyDeletenie natknęłaś się nigdzie w centrum na budynek, przed którym stałaby kolorowa arka ze zwierzątkami? może już jej nie ma. za cholerę nie pamiętam ulicy, ale to jedna z najwspanialszych księgarni jakie widziałam i na pewno warto ją odwiedzić, szczególnie, że ma mnóstwo książek w bardziej przystępnych jezykach niż rumuński ;) jak gdzieś się dogrzebię, to dam znać.
nie widziałam barki, a w centrum byłam kilkakrotnie, więc chyba już nie ma. jak znajdziesz nazwę, daj znać.
ReplyDeleteA coś z tym kompleksem Paryża chyba jest na rzeczy...