Sunday, March 28, 2010

Nie ma jak w domu/ Home sweet home

Bukareszt pożegnał mnie deszczem, Warszawa powitała słońcem… Potem odwiedzanie znajomych, niestety w ekspresowym tempie, bo musiałam wrócić szybko do domu.
Przyjazd do domu to zawsze miły moment. Dużo przywilejów, jako że jestem bardziej gościem w Niemczu. Nie muszę się martwić o zawartość lodówki, ani co zrobić na obiad czy kolacje, nie muszę kontrolować czy trzeba wstawić pralkę.
W domu odpoczywam. Jak uważa Magda: odpoczywam od odpoczywania. Co po części jest prawdą, jako że w Bukareszcie jeszcze nie zaczęłam pracować. Co w moim wypadku jest bardziej frustrujące, niż relaksujące. Mam nadzieję, że już na dniach moja sytuacja się wyjaśni.
Skorzystam z tych ostatnich chwil wolności, powstanie więc kilka wpisów z cyklu „przygoda rumuńska”, które wydarzyły się jakiś czas temu.


I left Bucharest in the rain, and then Warsaw welcomed me with the sun. I only spent there one afternoon, evening and morning, so I didn’t have much time to visit all the friends I wanted. Hopefully, I may spend some more time before getting back to Romania to catch up with them before leaving Poland for the undetermined time.
Coming home is always nice. In Niemcz, I am more a visitor than a real family member. I don’t have to worry if the fridge is full or what to make for lunch or dinner, I don’t have to worry to make the laundry before we run out of clean clothes...
When I am at home, I rest, I relax. Or as Magda says- I relax from relaxing. Which partly is true, since I haven’t started working yet. Which in my case is more frustrating than relaxing. Hopefully this situation changes soon.
So at the moment, I take advantage of these last days of freedom, so I will write some stories about my "Romanian adventure”, which happened some time ago.

No comments:

Post a Comment